Pożegnać, pogrzebać…

O dramacie rodzących się i umierających zaraz dzieci, pożegnaniu się z odchodzącymi maluszkami ale też jak ciężko o tym mówić i wreszcie – jak długo się pamięta, każdy z nas trochę wie. A to w rodzinie  ktoś miał takie doświadczenie, a to ktoś bliski opowiadał… Może sami też uczestniczyliśmy w odchodzeniu, żegnaniu się z dzieckiem, próbie ratowania go. W godzinach spędzonych przy łóżku… W ostatnim też pożegnaniu, we wsparciu rodziców…

Wolontariat jest na razie przerwany, bo w maju już sesja, ale przyjedzie czas i trzeba jeszcze sił, by do niego wrócić…

Matka jednego z moich uczniów straciła maleńką, kilkumiesięczną córeczkę. Tak się cieszyła na jej urodzenie… Już jej nie ma między nami…

Moja córka zdecydowała się na wolontariat w Szpitalu Dziecięcym, w Prokocimiu –  oddział do wyboru – jednak czekała ją rozmowa z opiekunem wolontariatu, księdzem i jego wskazanie i osąd… Posłuchał i popatrzył na nią, już po rozmowie, zapytał o to, jak sobie wyobraża pomoc, działanie, zadania. Podumał chwilę, i powiedział – „już wiem gdzie cię przydzielić… pójdziesz na onkologię dziecięcą”.

Ciężar ugina trochę kolana.  Wydaje się i jej, i mnie – nie zabawą, a na pewno nie rozrywką… choć często ta aktywność taka teraz jest: gry, zabawy, czytanie książek, strojenie się… Rozmowa, żarty, rysowanie…

Ale najbardziej urzekła mnie prośba jednej z dziewczynek do mojej córki, takiej małej uśmiechniętej buzi – „mogłabyś poczesać mi włoski???”. I myśl. Kurcze, co tu czesać, ona nie ma żadnych włosków. Chemia jej zabrała…

Na to zdziwienie i milczenie mojej córki dziewczynka z uśmiechem zagadała: „Wiem wiem, na głowie nic nie ma… ale chociaż poudawajmy tą szczotką, że mnie czeszesz po główce…”

 

I jak tu nie kochać tego co jest, i takiego jak jest… Zanim odejdzie, zanim się ją tylko taką zapamięta. Moje dziecko ma czasem orzeszek do zgryzienia… I tematy do rozważenia w głowie. Czy lekarz może pomóc. Nie wiem, ale niech przynajmniej spróbuje…

 

Autor

Aneta

W mojej pracy szczególnie zajmuję się dziećmi i młodzieżą, ich rodzinami. Adolescenci dostarczają mi wiele inspiracji, pomysłów do pracy i nierzadko - mocnych wrażeń!. Część mojego czasu poświęcam i innym, pasjonującym sferom życia – pokazującym tyle interesujących form, nowinek, zjawisk, rozwiązań w zawodzie - dostarczających ciekawych pomysłów, wprowadzających nowe rozwiązania w mojej pracy - odkrywających przede mną mnóstwo ścieżek, dróg – także - z pogranicza psychologii, filozofii czy poezji, literatury pięknej. Młodzież i dzieci oraz ich radosna twórczość zapoczątkowały też moje własne próbki plastyczne, poetyckie, literackie. To oni wzbudzają mnie do patrzenia na człowieka z szacunkiem, ciekawością i otwartością. Także wpływają na podejście do życia, za jakim stoją korzystanie z ludzkich doświadczeń, obserwacja bliskich i poszukiwania mądrych i dobrych scenariuszy... A nie tylko twardych i przewidywalnych skryptów. Szukam "poza teoretyczną psychologią" i tylko książkową wiedzą, nie tylko na swój użytek, lecz - dla dobra i rozwoju innych osób. "Człowiek - to zobowiązuje, a nie tylko - brzmi dumnie!"

Dodaj komentarz