Stresujące zawody

Chciałabym być jak pani….
Tak siedzieć i rozmawiać z innymi, słuchać….
Chciałabym być pielęgniarką i położną. Pracownik socjalny ma dobrze, bo tak wśród ludzi….
A strażnik??? A lekarz???? A nauczyciel czy wychowawca w domu dziecka, małego dziecka…. w przedszkolu, w domu kultury???
To pasja, przekleństwo czy dowód głupoty.
Wiele razy mówię ludziom, że wybór zawodu nie jest i nie powinien być przypadkowy. Najbardziej mogą obciążyć te, związane z kontaktem z drugim człwiekiem, zwłaszcza, narażone na niepowodzenie…. brak wyniku, porażkę…. trudność. Brak owoców.
Pomyśl czy chcesz, czy zniesiesz to…. że nie usłyszysz dziękuję, że ktoś się uśmiechnie a inny – złoży skargę na ciebie. Akceptujesz to, że nie będziesz zawsze znała wszystkich tych odpowiedzi na trudne pytania. Przyjąć to…. na klatę…
Lepiej przyjmij do wierzenia, że w opiece społecznej, wśród psychologów, osób pomagających sobą i własnymi umiejętnościami, wśród strażników więziennych…. największy odsetek odpada. Choruje, nie widzi dobra i nie osiąga satysfakcji z tego co robi. Zmienia zawód. Zmienia czasem rodzinę, dom….
Ucieka, w siebie lub przed samym sobą – w nałóg…. chorobę. Chce się izolować. Choruje. Somatyzuje. Nie wytrzymuje obciażeń.
Inny człowiek ciągnie z nas energię, jeśli tych zasobów nie odnawiamy i nie oszczędzamy, nie zostawimy czegoś dla siebie, to „rozdamy się” bardzo szybko. I zatracimy, w nicości.
Pracować z drugim człowiekiem, to odpowiedzialne, trudne i niebezpieczne. To niewątpliwie wielkie wyzwanie….    

Dobry stres co to jest?

Czasem zdarza się że spotykamy się ze stresem jako czymś dobrym. Czynnikiem rozwoju i motywacji. Pasją i zachetą, skrzydłami które niosą. Bo zależy nam i inni dostrzegają ten ogień w naszych oczach.
Pewnego rodzaju zapałem, motywacją…. chcę być konkurencyjny, dobry i lepszy…. chcę się rozwijać. Robię coś szybciej i lepiej niż inni.
Dzielę się tymi umiejętnościami niechętnie i pozostaję sam – pułapka??? Czasem nią bywa.
Zapętlam się w perfekcjonizm, nie odpuszczam i przeciążam siebie. Chcę być niedościgła, profesjonalna w pełni. Nie mam czasu by odpuścić sobie, poczekać i odpocząć. Wziąć urlop, nie ja nigdy nie choruję.
Tylko dlaczego jestem sama, nie mam czasu dla bliskich i zapominam o urodzinie, rocznicy czy innym święcie.
Bo minęłam tę granicę, gdzie motywował mnie i napędzał bezpiecznie poziom pasji i zainteresowani, gdzie dawałam z siebie dużo…. lecz nie wszystko.
Gdy relaksowałam się przy grze towarzyskiej, rozmowie i książce, a nie myślałam o odłożonej pracy, liczbach i tabeleach. Gdy z koleżanką chciałam być na przerwie przy herbacie człowiekiem, nie maszyną. Gdy słuchałam innych.
Bo nie wiązałam spadku odporności, bólu brzucha, drżących rąk i powiek z pracą, ale z innymi kosmicznymi względami. Od kiedy się już nie uśmiecham i drażni mnie śmiech dzieci?
Dlaczego lubię w samochodzie tylko głośną, jednostajną muzykę i nie lubię zostać sama ze sobą? Nie myślę od dawna, nie zastanawiam się i nie planuję dalej, niż dzień czy dwa do przodu?
Tracę cenny czas, nie rozwijam się ale zarabiam.
Mam i posiadam. Duch mój gaśnie, lecz co mi tam duch.
Motywacja to coś, co dawno odeszło. Teraz są pazury, którymi trzymam się szczytu. 
W oczach nie ma ognia, ale iskry, które gasną. W sercu brak pasji, jest zawodowe „chcę i muszę”, coraz mniej jest „lubię chodzić do pracy”, cieszy mnie i rozwija…. Oddałąm jej serce. Teraz – oddaję ciało.
Cieniutka, czerwona linia.
Minęłam tę granicę….
Masz tak czasem???

Czy stres musi nam towarzyszyć???

Czego boimy się panicznie??? dlaczego przed wyjściem do pracy czy podjęciem trudnej decyzji nie jesteśmy w stanie się rozluźnić, uśmiechnąć, dlaczego ta obawa każe nam pozostać w domu.
Czego się boimy, co w nas budzi paniczny lęk, kiedy staje się on obsesją???
Czy wtedy gdy uniemożliwia nam jakąkolwiek aktywność. Gdy przestajemy się cieszyć??? A może gdy uciekamy wgłąb siebie chroniąc pozostałe zasoby???
Czy lepiej być wtedy samemu czy też gdy ktoś podaje pomocną dłoń, szklankę wody czy też pyszną herbatę. Pozostawia nam miejsce i czas na rozmowę.
A gdy dotyka to czynności i zadań codziennych???
Co robić wtedy. Ile by nie napisać w tym temacie, pomysłów ale i problemów pojawi się mnóstwo, wiele też będzie sprzecznych komentarzy i wrażeń. Bo ilu ludzi, tyle mniej więcej reakcji na bodziec stresowy, tyle pomysłów ile mamy zasobów i sytemów wsparcia.
Nie ilość leków i buteleczek w szafce jest ważna, a suma doświadczeń jakie zakończyliśmy przejściem z sukcesem, z jakich podnieśliśmy się…. znam wiele takich historii, wiele osób podziwiam i stawiam za wzór do dziś. Każdemu, kogo spotkam, bo nie sposób wymyślić samemu tylu scenariuszy życia.
Opowiem kilka z nich.
Powiem też jak prosto i skutecznie obniżyć rodzące się napięcie w człowieku, kogo i czego szukać wtedy, jak poznać swoją naturę…. by nie przejmować, biernie i bezskutecznie, postaw i modeli innych osób.
Jak wystrzegać się „cioci dobra rada” i innych „wszechwiedzących, co rozumy wszystkie już zjadły”.
Jak też nie zrażać się jeśli ulegniemy obciążeniu i dlaczego – dla kogo – warto wrócić do sił, w pełni poczuć się wolnym, szczęśliwym i spełnionym.

  

Nastolatek w domu


Jak wiemy, przechodzenie z wieku dzieciństwa w wiek dojrzały dokonuje się burzliwie, w sposób skomplikowany oraz trwa wyjątkowo długo. Jest równocześnie problemem tak indywidualnym, że nie sposób porównać jednej jednostki z kimś zupełnie innym. Każde dziecko i jego problemy są wyjątkowe, jednocześnie – ten sam problem u dwóch różnych młodych ludzi, wywołuje zupełnie inne następstwa.
Warto też pamiętać, że jest to ostatni okres, w którym można wpływać w sposób skuteczny na somatyczne oraz psychiczne właściwości naszego dziecka. Trzeba też pamiętać, że niewłaściwe oddziaływania czy też ich proporcje, mogą wpłynąć negatywnie i ukształtować jednostkę nie tak, jak byśmy tego chcieli, ze szkodą dla niej samej. Dlatego też, czasem wybiera się np. psychologiczne wzmacnianie jej psychiki, modelowanie zachowań i pomoc w rozwiązywaniu problemów osobistych. Lepiej pomóc dzieciakowi, nawet kosztem wyposażania go w tym czasie w podręcznikową wiedzę i umiejętności szkolne. Często – za przyzwoleniem domu, dysfunkcyjnego, oczekującego pomocy i wsparcia lub też wyręczenia, pracuję z dzieckiem ucząc go podstawowych umiejętności, pozostawiając czas na późniejsze nadrobienie zaległości, uzupełnienie wiedzy. Nauka to kwestia chęci i czasu, pewnej dojrzałości i odczucia potrzeby.
Często też sytuacje rodzinne (ubóstwo, alkoholizm, przemoc w domu, choroba rodziców, wyjazdy i opieka rodzin zastępczych) zakładają, że niewątpliwe trudności dziecka potęgują się. 
Wiek dorastania to przecież okres wzmożonej emocjonalności, niezwykłej intensywności oraz żywiołowości przeżyć, które tkwią w młodzieży jeszcze przez wiele lat. Chwiejność emocji, nadmierne wzruszanie się i przeżywanie, współodczuwanie a zaraz potem, okazywana twardość, nieugiętość czy okrucieństwo są dla tego wieku typowe.
Najbardziej charakterystyczne dla tego wieku potrzeby to przynależność do grupy koleżeńskiej, „paczki” oraz samodzielności i niezależności. To, czego młody człowiek nie znajduje wśród bliskich dorosłych czy w oczach nauczycieli – otrzymuje w wyniku współdziałania z rówieśnikami w grupach często o charakterze przemocowym, przestępczym – młodzi ludzie identyfikują się bowiem ze sobą ale i z pewnym stylem życia, przejmują wzorce i opinie, pragną w ten sposób współdziałać i uczyć się współpracy, rozładować napięcia pojawiające się w kontaktach z dorosłymi. 
To tu, mają zapewnione poczucie bezpieczeństwa, często w opozycji do świata naszych wartości i do nas, osób dorosłych. Manifestują swą odrębność, potrzeby, często kontestując uznane zdobycze, wartości, osiągnięte cele i prawidłowości funkcjonujące w świecie dorosłych.

Rodzina i….

Każdemu wydaje się, że rodzina to tylko ja i ty (para) oraz nasze dzieci. Jeśli one są oczywiście. Nikt inny i nic nie ma na nie wpływu, tylko my – ich rodzice. Bajka…
Tak naprawdę rodzina zawieszona jest w ogromnej bańce problemów – co jeść, gdzie dokonywać zakupów, o czym rozmawiać, czy pozwolić na, jak wychować, w jaki sposób się utrzymać, jak planować wakacje…. Wybory…
Mnóstwo tematów pojawiajacych się przy stole, dzięki przeczytanej książce lub gazecie, dzięki odbytej rozmowie w pracy, bo problem…. bo wspomnienia…. bo tak nas wychowali….
Ta bańka i przestrzeń, to także otaczajacy nas świat, pędzący w pośpiechu, mało wrażliwy, wymagający, budujacy wyzwania oraz wiążący nas zobowiązaniami…. Ale prócz banków, kredytów i domu, jaki trzeba wyposażyć, są marzenia, są pragnienia i są cele jakie sobie wyznaczamy. Te niematerialne. Te uczłowieczające nas.
Jeśli są nam właściwe, bliskie i rozsądne oraz podążamy w ich głąb zgodnie z marzeniami i planami, z tym jacy jesteśmy i co jest dla nas ważne, to utrzymujemy się w ekologicznym, naturalnym nurcie.
Ekologicznie można jeść, wypoczywać czy wychowywać, można oszczędzać zasoby środowiska i kochać wszystko to, co żywe, nie szkodząc.
O wychowaniu i budowaniu rodziny – napiszę w ekologii problemów rodzinnych. 
O tym jak żyć, by nie szkodzić środowisku – w publikacjach „zielono mi”. Eko spanie i jedzenie, wypoczynek.
O odnawialnych źródłach energii, jak z nich korzystać – napomknę tylko, i pokieruję dalej, bo wiem, że warto mniej płacić za coś, co dostajemy wszyscy by nas grzało, dawało nam i światło i ochłodę. Za wodę i słońce…. Wykorzystać to co dookoła a nie niszczyć zasoby bezpowrotnie.
O tym co wolno a czego powinniśmy się wystrzegać w rodzinie, układach rodzinnych, trochę o psychologii i o stosunkach ludzkich, o pułapkach w jakie wpadamy…. mojej domenie – z przyjemnością w każdym moim poście i we wpisach. Czytajcie, dzielmy się tym – co mamy…