Chociaż nie chcemy – odpychamy

Nikt tak bardzo, jak człowiek, nie potrafi w tym świecie ranić dotkliwiej oraz mocno, po czym, nieszczerze też żałować. 

Najczęściej ofiarą padają bezbronni i najmłodsi, czasem też zwierzęta, bezgranicznie ufające… człowiek jednak z wiekiem uczy się ostrożności i uczy się „jak nie zaufać”. W ten sposób rosną nam szwadrony mniej uczuciowych, nieufających, ostrożnych i wyalienowanych. Pozostających daleko, nawet od własnego ciała, pragnień, chcenia czy niechcenia. Odsuwają się – także od siebie samych starając się nie zagłębiać zanadto. 

W kolejnych pokoleniach to oni będą „odpychać…”P1070735 chociażby tego nie chcieli robić.         

Odpowiedzialność za pomaganie

Wiedzieć coś o pomaganiu, rozumieniu sytuacji czy psychice rozmówcy – to tylko myśleć, że się wie jak i komu przekazać wiadomość, jak dobrać gest, uśmiech i każde słowo…
Wnętrze człowieka jest tak delikatne jak mechanizm zegara, jak piórko ptaka czy skorupka jego jaja, jeśli myślimy tu o eksperymentowaniu to raczej wróćmy do pieczenia ciast lub gotowania…

W majestacie nieba

Zmęczonym stopom dać podporę, dać ulgę…

Usiąść, odetchnąć, dać się unieść marzeniom – odciąć od rzeczywistości.

Czasem chce mi się znów iść, oddalić się – uciec od tego co jest codziennością, pewną powtarzalnością dni. Mam ochotę i pragnienie – zrobić sobie przerwę. Wolny czas…


Każdy ma takie swoje marzenia i tęsknoty, oddalenia od dnia powszedniego i ochoty… jakim ulega bądź jakie od siebie odsuwa. Bycie sam na sam z takimi utratami, złymi inwestycjami, świadomością czasu jaki się przetrawiło na niczym… na czymś miałkim przypominają o tym częściej. 


Kiedy dodatkowo zdamy sobie sprawę z tego ile mamy lat, jakie plany i marzenia towarzyszyły naszej młodości i jak niewiele z nich doprowadziliśmy do szczęśliwego finału, jak niewiele osiągnęliśmy. Pomyślimy o zależności, o brakach… o uśpionych pragnieniach – całe nasze błądzenie, droga, jej nierówności – kamienie, błoto i glina stają nam przed oczami. 


Nasza samotna droga – powolne fizyczne konanie. 

Piękne konanie – w majestacie nieba….

 

#Test na #człowieka

Zastanawiam się, o ile łatwiej byłoby zdać nam sprawdzian z bycia człowiekiem, jeśli nieskończenie wiele razy przećwiczylibyśmy algorytmy postępowania i bycia w bliskiej relacji. 

Czy można przełożyć to „bycie” na „ćwiczenie” i czy ograniczona liczba zdarzeń, procedur, sytuacji – wyczerpałaby jakąkolwiek i czyjąkolwiek życiową listę…

I jeszcze… każdy z nas ma jakąś swoją specyfikę, do tego działanie fatum i losu, ale też – nakładanie się scenariuszy… plus wypadkowa doświadczeń, zwłaszcza tych złych. Setki niepowodzeń, odrzuceń, bolesnych utrat, nieliczne lub przypadkowe sukcesy. 

Skąd więc pomysł na to, by przyjść do drugiej osoby i prosić o pomoc. O jakieś „panaceum”??? Możemy najwyżej usiąść razem i jak Lis i Mały Książę, patrzeć w jednym kierunku, powoli się do siebie zbliżając.

Każdego dnia, od nowa, o jakąś śmiesznie małą część dystansu. 

Moim zadaniem i sensem pracy jest „dać nadzieję”, trwać przy kimś, ogarniać więcej niż klient, ale i czekać na jego „lepszy moment”.

Znieczulać wcześniejszy ból i pokrzepić…

Dawać nadzieję… Obalać mity.

Drzeć na strzępy wątłe scenariusze… 

Czasem być plastrem.

Kiedy indziej zastrzykiem wypełnionym lekiem czy szczepionką… Namiastką ozdrowienia.

Innym rodzajem doświadczenia.

Zaprzeczeniem powtarzającej się regule. 

Ludzie niechętnie otwierają się, odsłaniają – mając za coś mało interesującego, czy godnego nagrody i powodów do chwały ten szereg blizn i zadrapań na duszy. 

 

Matka i Córka

Chyba nie ma ludzi dobrych i złych. Są ci, którzy się pogubili, już całkiem. Odpadli, polegli na dobre a raczej na złe… I też są ci, którzy potrafili się odnaleźć.

Kobieta, po dłuższej rozmowie, wybucha u mnie płaczem, z napięcia i niepewności. Wpół słowa pęka… a zdawała się taka „przygotowana”.  

Wszystko starała się robić w kontakcie ze swoim dzieckiem, najlepiej, najpełniej – aż zatraciła siebie. W takim napięciu, na takim wysokim „c”… że cisza i panujące napięcie nie były już do zniesienia…

Ani dla niej, ani dla małej jeszcze córki.

Obie reagowały napięciem, milczeniem czy zmęczeniem. Czasem też złością. Ale taką – wiecie, z bezsilności…


Na twarzy maluje się nam wtedy „to”, czego nie chcemy wypowiedzieć, mimowolnie zaciskają się szczęki, zęby. Oczy strzelają na boki… Nie ma takiej siły byśmy powstrzymali przepływające emocje i napięcie, jakie tworzy ich kumulacja we wnętrzu człowieka. Do tego nawet stopnia, że zaczynamy chorować – „somatyzować”.

Jeśli mama zauważyła to w  porę, pozostało jej wiele do uratowania i sporo energii do wydatkowania, aby powstrzymać siebie i swój niszczący wpływ na relację, na burzenie domowego pokoju, ciszy… Może nawet uda im się stworzyć coś wspólnego i wartościowego – jakieś  „dobre rytuały” – spacer, wspólny basen, zakupy tylko we dwie… wyjątkowy deser.

Utarło się mówić, że kobieta do kobiety ma bliżej…

Czasem to właśnie królowa – matka niszczy swoje potomstwo niczym jakąś potencjalną konkurencję, czasem robi to z obawy, kiedy indziej, z bezradności, nieumiejętności bo tego samego doświadczała w dzieciństwie… powtarza schemat, wzorzec, skrypt.

Mamy takie zapisy, skrypty których się nie pozbywamy. Po części – bo nie umiemy – nie wiemy jak, nie czytamy ich, a może, nie potrafimy się z nimi rozstać – bo co wtedy… niewygodna prawda??? Brak uporządkowania, scenariusza, „gotowca” – „szimela”…. jakiegoś usystematyzowania, Boże broń… 

Sami jak palec, zdaje się – bezbronni wobec świata.

Eksperymentować i poszukiwać też trzeba umieć, potrafić…

Ale też – po prostu… chcieć!!!

Powiedz mi, jak mnie kochasz…

Dlaczego tak często sprawdzamy naszą gotowość na miłość, na uczucie jakie drzemie w nas… a co z postawą miłości, wypracowaną, sprawdzoną, wykutą w stali.

Chłopak często pyta o taki dowód, dziewczyna chce potwierdzenia w jakiś darach czy przedmiotach – licznych substytutach. Obiecujemy ją dozgonnie, często nie bardzo wiedząc, o czym tak naprawdę mówimy, co stanowi o „źródłach miłości”.

Nie mówię tu o zakochaniu, ale o postawie, która dojrzewa i rodzi się przez wiele lat, sprawdza się w działaniu i trudnych sytuacjach. Nie o pożywce dla mediów czy portali społecznościowych. Nie o zamianie partnerów czy eksperymentach…


O miłości można mówić, gdy przetrwała ona trudna chwile. Gdy już zyskała postać…


Wiele kłótni i trudnych słów, szukania i dociekania kto mądrzejszy i kto zrobił więcej. Przepychanie „kto lepszy”… I nagle choroba, trudna i poważna, rozwijająca się, z wieloma dramatycznymi nawrotami. Operacje, słabe zdrowie… Lepsze i gorsze dni, organizm różnie reagujący na stosowane leki i chemię, i gdzieś podskórne pytanie: czy nadal mogę na ciebie liczyć, czy mnie nie zostawisz, czy nie opuścisz, jak kiedyś obiecałeś…


Miłość sprawdza się w ogniu, na pierwszej linii, na zakrętach, na wyboistych drogach.


Zbyt wiele wierszy i piosenek, a tu po prostu proza walki o życie i o godność. Czasem nawet o godne umieranie, odchodzenie. I kiedy masz do kogo się przytulić, ktoś trzyma cię za rękę, chcesz być… Tak naprawdę zależy ci na tym. Czujesz, że warto… I nie chodzi o ilość, o długość tego bycia razem, ale właśnie wtedy o tę jakość, trwałość, o to „na dobre, i na złe…” o to: „w zdrowiu i w chorobie”, nie tylko obiecane, ale i zrealizowane, dane… Ofiarowane. O jakieś świadectwo. O wierność słowu.


Ludzie z łatwością teraz rezygnują i porzucają to co trudne, co wymaga decyzji, poświęcenia. Tyłem oddalają się. Taki ruch nigdy nie jest łatwy – decyzja o pozostaniu wymaga przełamania oporu a często – egoizmu. Tak, jesteśmy egoistami, i często boimy się o siebie. Życie nas przerasta, choroba też nas przerasta, jej obraz, jej następstwa. Także brzydota czy starość. Niedołężność.


W dzisiejszych czasach próżno szukać ideałów – skupmy się na byciu ludźmi. Na początek – człowiekiem, dla człowieka.

Miłość dodaje sił

Siłę daje większa grupa ludzi, grupa jaką jest rodzina. Postawieni wobec tragedii życiowych, śmierci osób bliskich w jakiś podświadomy sposób próbujemy nie być w takiej sytuacji sami. Wsparcie oraz naturalna obecność ludzi pełna ciepła, ofiarująca pomoc, niosąca klasyczne ciepło i wyjątkowo potrzebną nam w sytuacji straty otuchę – dają nam inni… To ona jest w kryzysowej sytuacji niezbywalna, jest potrzebna…

W ostatnim czasie, tuż przed i po świętach i nas dotknęła taka sytuacja. Śmierć bliskiej osoby zawsze zaskakuje, zawsze jest nie w porę… Przecież ktoś właśnie teraz mógł wreszcie żyć i „odżyć” troszkę… Ale „góra” ma inny plan, zupełnie inny niż ludzie, tu na ziemi. Nasze fantazje i nasze plany są ulotne, czasem czerstwe jak chleb, czasem puste jak puszka po zielonym groszku… Czy mamy wpływ na cokolwiek – aż prosi się zapytać. A czasem powiedzieć, lepiej żebyśmy ograniczyli nasze wpływy, zwłaszcza na drugiego człowieka. I nie martwili się o dzień następny tak bardzo, wszak – jak mówił Nauczyciel i święty Paweł: Jutro zatroszczy się o siebie… najlepiej jak umie…

I stał się zmartwychwstaniem

Religia i wiara to nie paczka cukierków. Cieszy i wypełnia, napawa zachwytem i optymizmem. Modlitwa daje siłę…

Przeżyłam znów oddalenie od codziennych problemów i wyskoczenie na moment z codziennych chwil pracy, trudu i powtarzających się czynności. Oddzielenie się od tego „wypełniacza” każdej z naszych chwil. Zaległości znów muszę wyrównać ale doświadczenie i udział w zmartwychwstaniu pozwalają znów napełnić się energią. Ubrać w nadzieję. Przyodziać w świeże bycie, inne kolory, nowe kształty – odnowić wewnętrznie…

Oddać się – za każdym razem, za każdym powrotem – w ręce bezpieczne i zawsze troskliwe, to coś, co trudno odrzucić i oddalić od siebie, na co się czeka zawsze. Do czego się wraca, silniejszym nadzieją. Jeśli cuda się zdarzają, a wierzę że nadal i wciąż tak, to spodziewam się tej świeżości o jaką tylko w życiu człowieka trudno.

Wiara odnawia i wzbogaca. Nie odrzucać jej – to dziś prawdziwe bohaterstwo. Uczynić częścią życia, to rzecz jaką wielu odrzuca, jako trudną i niemożliwą. Wierzyć, ufać i mieć nadzieję…

Białe ptaki

Historii z ptakami było w moim życiu kilka.
Była synogarlica czyli sierpówka – która regularnie przylatywała i siadała na jedynym oknie w mieszkaniu, tuż przy dłoni mojej małej jeszcze wtedy córeczki. Wywoływała uśmiech rozbawienia i zaskoczenie na jej twarzy. Siadała, łapczywie pożerała okruszyny z parapetu i szybko uciekała, pewnie do swoich pociech.

W górach krążą nad polaną drapieżniki. Para, lub trzy gdy odchowają młode. Nocą odwiedza nas puszczyk, puchacz lub sowa. Jedynie zapowiedź dziwnego głosu nas o tym ostrzega.

Przez kilka kolejnych lat naprzeciw naszego okna para sierpówek budowała gniazdo. Uczyła latać swoje młode. Zajmowała się, wychowując kolejne pokolenia. Potem została przepędzona przez sroki. Te nie znoszą konkurencji na swoim terenie, a nie daleko, dwie akacje dalej zbudowały na szczycie swoje pokraczne jak wrony – gniazdo.

Teraz, od zimy do wczesnej wiosny przynoszą  nam radość prawie każdego dnia białe ptaki.
Tak je nazywamy i takie są…

Głodne rybitwy, śnieżnobiałe lub z czarnymi jak popiół główkami krążą przy oknie, czasem łapią w locie kawałki wędliny, okrawki kurczaka. Uwielbiają surowe mięso, resztki wątróbki. Krzyk, jak krzyk i pisk mew.
Nasza kotka nie wytrzymuje konkurencji.
Stado składa się z kilkunastu, czasem nawet ponad dwudziestu białych ptaków.
Są jak z innego świata, z innej rzeczywistości. Goście i kandydaci do uczty. Wpraszają się i domagają uwagi. Krzyczą rano lub około południa. Zawsze im mało. Ten krzyk, trochę jak nad morzem lub nad Wisłą, podczas spaceru, przy Wawelu.
Dziwny to widok w środku miasta, ale nas nie dziwi, nie daleko od naszego domu jest zbiornik wodny na którym w lecie żerują, jeszcze miesiąc – dwa i skończą te wizyty. Założą gniazda i zaczną szukać ryb i kijanek. Przyjdzie nam na nie czekać do kolejnej zimy…
Oj, jak trudno o tę cierpliwość…  

Czy miłość i pasja potrzebuje powodów???

Tak jak my do istnienia czy tworzenia, nie potrzebujemy jakiegoś „za”… chcemy mocno, pragniemy – i dzieje się.
Każdego dnia życie pokazuje nam kombinację cudów oraz przypadków odpowiadając na nasze pragnienia. Czasem ciężej trzeba na nie zapracować, potrzeba modlitwy własnej lub wielu ludzi. Nadania znaczenia, wyjątkowości zdarzeń, spotkania człowieka, który rozpala w nas na nowo wiarę i nadzieję. Trochę wsparcia… Wiele wsparcia…

Marzenia nie uczą pokory. Nie tolerują ograniczeń…
Snujemy plany. Pewnego dnia okazuje się że mamy dość już rutyny i powtarzalności. Oddajemy swoje miejsce innym i idziemy realizować to, o czym tylko nieśmiało marzyliśmy. Nie rozważamy za i przeciw – to zatrzymałoby nas. Oddajemy się pasjom i marzeniom bo co zyskalibyśmy ciągnąc ciężar codzienności.

Marzyć i trwać??? Nie, wznosić się i zmieniać. Modyfikować.
Łatwo żegnać się z tym co już nas nie cieszy, co nudzi – oddalać to, bez żalu.
I tak jak warto w życiu dawać i zasługiwać na drugą szansę, dawać sobie przyzwolenie na błąd, na poszukiwanie, na próbę warto spróbować inaczej. Otwarcie się na nowe wyzwanie jest tym, co umożliwi – kolejny raz – rozwinięcie skrzydeł.