Ciekawość i zachłanność

Zadajemy tyle pytań i tak bardzo na nich się koncentrujemy, że przestajemy słuchać odpowiedzi. Jesteśmy przeważnie urzeczeni samymi sobą, popadamy w ten samozachwyt i oddajemy się uwielbieniu, rozkoszy i podziwowi. Nigdy kimś, a zawsze – sobą.

Wydaje nam się, że większość zadań wykonujemy perfekcyjnie, nie chcemy się też przyznawać do błędów i potknięć. Biegniemy na oślep przekonani o zasadności naszych ruchów, nieomylności działań i słów…

Bagatelizujemy momenty w życiu, gdy poniżamy i ośmieszamy drugiego człowieka – ciężko jest nam przyznawać się do błędów. Ale łatwo je powtarzamy… Potem markujemy działanie, udajemy odwagę – choć pod nią ukrywamy tylko butność. Nie… każdy tak robi, jest małostkowy i bezduszny, ale nie ja…

Nasze pobudki określamy jako wielkie, ważne czy zasadne…

To mały człowiek w nas tkwi, rozpycha się… Panoszy… Oswajamy swój strach, spychamy lęki głęboko do środka, dumni – że trwamy, jesteśmy i żyjemy. Kradniemy cudzą energię tak często, jak i pomysły. Potem – najwyżej spuścimy nisko głowę, chwila wstydu, i dalej… w życie, w drogę…

 

Czytaj: przepraszam…

Czy wybaczysz mi, że nie zaczekałam na ciebie – kiedy o to prosiłeś, a potem – gdy milczałeś tylko patrząc….

Ja szukałam czegoś dla siebie – myślałam tylko o sobie. Ja – mój świat i moje życie, moje plany, pragnienia i marzenia, i czy pomieszczę je – czy zdążę je wszystkie zrealizować.

Nie bardzo interesowało mnie co o tym myślisz, spieszyłam się – myśląc, że życie na mnie nie poczeka, że ucieka mi i między palcami, przepływa jak woda.

A teraz patrzę na nas, na naszą młodość i nie widzę dziś już nic, nie pamiętam, nie rozumiem – pytam cię, gdzie to wszystko się schowało, dlaczego poszarzało i brak mu kształtu… skąd ta pospolita nuda. Kiedyś wszystko takie barwne, wyjątkowe i takie nasze…

Szukam, i tylko patrzę. Tyle rozumiem, co nic. Tyle czuję, że serce moje rozsypuje się w proch i pęka w piersi. Nie cofnę czasu, ani chwili nie dodam do tego co odeszło…

Boję się wzrokiem sięgać zbyt daleko. Mogę nie zrozumieć wcale – tak jak początku, tak też końca.

 

Dziekanowicka zaduma, 3.11.2018 r.

Zdążyć

Zanim ktoś odejdzie, przyjść i z nim porozmawiać

Nawet gdy nie rozpoznaje naszej twarzy, tak po prostu

Pobyć razem – od poranka do zmierzchu

Posłuchać szelestu ususzonego ostu

 

Rozpocząć wspólne marzenie, przegadać plany

Na białej kartce naszkicować to, co w duszy drzemie

Oddalić się na chwilę, by zatęsknić mocno

I znów przyjść, całować bardziej pustą ziemię

 

Odchodząc zostawiamy puste po sobie miejsce

Jak gniazdo, porzucone bo już go nam nie potrzeba

Unosimy się wysoko, gdzieś pomimo chmur i gwiazdy

Starając się bez przeszkód wejść do ciasnego nieba

 

Dzień Zaduszny, 2.11.2018 r.

Cud

Oczekując go, podtrzymujemy nadzieję…

Mocno wierzymy, że się okaże osiągalny, dostępny – wyczekany… że się stanie…

Na wszelki wypadek – wzmacniamy swą prośbę. Szukamy odpowiedniego świętego, orędownika, który wesprze i podtrzyma naszą prośbę, doda jeszcze mocy – lepiej zrozumie i przekaże tę potrzebę.

My sami nie rozumiemy tego – gdy się „nie dzieje”, nie wydarza. Jesteśmy niemile zaskoczeni. Zadajemy wtedy pytanie: dlaczego dla innych tak… czy Bóg jest komuś drugiemu przychylniejszy, łaskawszy… 

A może zwyczajnie, po ludzku sobie nie zasłużyłam na tę łaskę???

Cuda się dzieją, choć ich tak nie nazywamy, nie dostrzegamy często tego co istotne lub niepowtarzalne w życiu. Nie traktujemy jako dar… zdrowie, przyjaźń, rozwój, miłość osoby bliskiej… spokój czy wymarzona praca… uśmiech i radość dziecka. Pogoda – gdy jesteśmy w górach czy nad morzem. Powrót do sił po chorobie. Zrobione zakupy lub podany obiad – gdy leżymy w łóżku chorzy… gorąca herbata. Wszystko co z miłości, prosto z serca…

Dobro wraca ze zdwojoną mocą. Infekuje, w pozytywny sposób – kiełkuje jak listki rzeżuchy na wiosnę. Błyszczy jak kropla miodu na palcu. Dobro jest bezcenne, wspaniałe.

Bóg wysłuchuje modlitw i próśb jakie są zgodne z jego wolą. To chyba jest pierwszy warunek skuteczności. I konieczny. On ma pomysł na nas i na świat, na rzeczywistość jaka nas otacza. Choćbyśmy zagadali go, argumentami i jakąś racją pozostaje cierpliwie czekać. 

Druga rzecz, to przyjąć – co ma dla mnie. Nie to, czego ja bym pragnął, o co walczę czy martwię się – ale jego wola jest święta… Pewnie wie lepiej o co w tym wszystkim chodzi i jakie będą długofalowe skutki – jaka nauka wypłynie z jego dopustu. 

Jeśli nam się coś zdaje, to bądźmy pewni – że tylko nam się tak zdaje. Bo rzeczywistość, świat i gwiazdy nie krążą wokół nas… To nie o nas ta opowieść i ta walka, te zmagania. 

Jesteśmy tylko okruchem, prochem… jedną chwilką. Błyskiem ognika. Tylko przez moment zdajemy się być tu, i dalej odchodzimy. 

Szukając cudu, zdarzy się, że odkryjemy prawdziwych siebie, czasami zaskakujących – a czasem – mocno rozczarowujących.