Białe ptaki

Historii z ptakami było w moim życiu kilka.
Była synogarlica czyli sierpówka – która regularnie przylatywała i siadała na jedynym oknie w mieszkaniu, tuż przy dłoni mojej małej jeszcze wtedy córeczki. Wywoływała uśmiech rozbawienia i zaskoczenie na jej twarzy. Siadała, łapczywie pożerała okruszyny z parapetu i szybko uciekała, pewnie do swoich pociech.

W górach krążą nad polaną drapieżniki. Para, lub trzy gdy odchowają młode. Nocą odwiedza nas puszczyk, puchacz lub sowa. Jedynie zapowiedź dziwnego głosu nas o tym ostrzega.

Przez kilka kolejnych lat naprzeciw naszego okna para sierpówek budowała gniazdo. Uczyła latać swoje młode. Zajmowała się, wychowując kolejne pokolenia. Potem została przepędzona przez sroki. Te nie znoszą konkurencji na swoim terenie, a nie daleko, dwie akacje dalej zbudowały na szczycie swoje pokraczne jak wrony – gniazdo.

Teraz, od zimy do wczesnej wiosny przynoszą  nam radość prawie każdego dnia białe ptaki.
Tak je nazywamy i takie są…

Głodne rybitwy, śnieżnobiałe lub z czarnymi jak popiół główkami krążą przy oknie, czasem łapią w locie kawałki wędliny, okrawki kurczaka. Uwielbiają surowe mięso, resztki wątróbki. Krzyk, jak krzyk i pisk mew.
Nasza kotka nie wytrzymuje konkurencji.
Stado składa się z kilkunastu, czasem nawet ponad dwudziestu białych ptaków.
Są jak z innego świata, z innej rzeczywistości. Goście i kandydaci do uczty. Wpraszają się i domagają uwagi. Krzyczą rano lub około południa. Zawsze im mało. Ten krzyk, trochę jak nad morzem lub nad Wisłą, podczas spaceru, przy Wawelu.
Dziwny to widok w środku miasta, ale nas nie dziwi, nie daleko od naszego domu jest zbiornik wodny na którym w lecie żerują, jeszcze miesiąc – dwa i skończą te wizyty. Założą gniazda i zaczną szukać ryb i kijanek. Przyjdzie nam na nie czekać do kolejnej zimy…
Oj, jak trudno o tę cierpliwość…  

Czy miłość i pasja potrzebuje powodów???

Tak jak my do istnienia czy tworzenia, nie potrzebujemy jakiegoś „za”… chcemy mocno, pragniemy – i dzieje się.
Każdego dnia życie pokazuje nam kombinację cudów oraz przypadków odpowiadając na nasze pragnienia. Czasem ciężej trzeba na nie zapracować, potrzeba modlitwy własnej lub wielu ludzi. Nadania znaczenia, wyjątkowości zdarzeń, spotkania człowieka, który rozpala w nas na nowo wiarę i nadzieję. Trochę wsparcia… Wiele wsparcia…

Marzenia nie uczą pokory. Nie tolerują ograniczeń…
Snujemy plany. Pewnego dnia okazuje się że mamy dość już rutyny i powtarzalności. Oddajemy swoje miejsce innym i idziemy realizować to, o czym tylko nieśmiało marzyliśmy. Nie rozważamy za i przeciw – to zatrzymałoby nas. Oddajemy się pasjom i marzeniom bo co zyskalibyśmy ciągnąc ciężar codzienności.

Marzyć i trwać??? Nie, wznosić się i zmieniać. Modyfikować.
Łatwo żegnać się z tym co już nas nie cieszy, co nudzi – oddalać to, bez żalu.
I tak jak warto w życiu dawać i zasługiwać na drugą szansę, dawać sobie przyzwolenie na błąd, na poszukiwanie, na próbę warto spróbować inaczej. Otwarcie się na nowe wyzwanie jest tym, co umożliwi – kolejny raz – rozwinięcie skrzydeł.  

Rodzina i kruche emocje

Rodzina??? Nieznana.
Nieznana im, choć mieszkają razem. Nikt nie jest ciekawy nikogo. Nudzi się w obliczu otwartych wyznań. Chowa w sobie niepewność, trudności. Skamle o uwagę a potem odrzuca, bo przyjąć jej nie umie, nie potrafi, boi się…

Czy potrafimy nie krzywdzić się wzajemnie i szanować emocje jakie rodzą się w nas. Czy uczymy tego bliskich. Czy wreszcie poza emocjami budujemy nasze postawy??? Nasze życie jest nieustannym poligonem ale też ziemią jaką użyźniamy codziennie, marząc, że nasza praca przyniesie dobry, cenny owoc… Wyjątkowy i drogocenny.
Że podzielimy się nim z innymi, że wzbudzimy zachwyt…

Czasem nawet zdaje się nam, że emanujemy szczęściem. Udaje się nam dobrze przeżyć dzień i to nas cieszy niezwykle. Mamy siłę i ochotę na jeszcze, na powtórzenie tego…
Kiedy indziej – nie zwracamy uwagi na siebie, nie dlatego, że jej nie potrzebujemy.
W domu, w rodzinie, w małżeństwie jesteśmy nieciekawi siebie. Zamykamy nie tylko oczy ale i serce na drugiego – męczy nas i nudzi, nie wpisuje się w wyobrażenie.
Nieuważni, niedelikatni.
Odrzucamy – bo tak prościej i łatwiej. A czasem z powodu głęboko tkwiącego w nas egoizmu, w odczuciu osobistego zagrożenia. Boimy się odkrywania siebie, jakby groziło to katastrofą naszej integralności.

Może nikt wcześniej z nami tak nie postępował. Nie otaczał ciepłem, opieką, nie ofiarował
i nie nauczył „bycia blisko”.
A może szybko przekonaliśmy się sami, że to tylko pozory i gra.
Ale życie to nie jest gra… Prawda??? Ono jest jednorazowe. Dane jest nam raz na zawsze
i tylko nam. Reflektujmy więc i sprawdzajmy wszystkie możliwości tak, by na końcu nie żałować, że nie zrobiliśmy tego, co w głębi serca uważaliśmy za słuszne…  

Gruba kreska

Odcięcie się od krzywdzącej rzeczywistości, od tego, co dom… co inni zrobili nam…
Tak często mówią młodzi, „chciałbym”, „potrzebuję”… „Pragnę” aby zacząć żyć inaczej, świadomie, samodzielnie, bez ciągłego wracania i tarzania się w tym, do czego już nie możemy odwrócić, zaprzeczyć temu i wpłynąć na zmianę rzeczywistości lub przeszłości…

Wielu żyje w poczuciu krzywdy i dramatu – odrzucenia, deprywacji potrzeb, skandalicznego poniżania. Braku wiary w możliwości, wyśmiewania prób, ironizowania planów…
Zbyt młode matki miały kiedyś i teraz, mają dzieci, a nie odniosły się jeszcze (nie zdążyły) do siebie i swoich potrzeb, marzeń, planów. I nagle dane im jest błądzić i kraść drogę życia innych – swoich dzieci…

Odrzucone dziewczyny, młode kobiety, skreślone na starcie… O niewykształconej jeszcze autonomii – pozbawiane złudzeń, „snów o potędze” i marzeń. Nie, nie w kulturze islamskiej, nie tylko na zachodzie Europy –  lecz tu, w kraju, obok nas…
Traktowane inaczej. Zaprzecza się ich potrzebom, wyśmiewa marzenia. Trywializuje plany i zamierzenia. Nazywa je złudzeniami.

Pozwala im się żyć, lecz nie wierzyć. Nie uwierzyć w siebie… Nie rozwijać skrzydeł. łamie im się zawiązki skrzydeł chętnie i nieodwracalnie.

Mamo, nic mnie nie stymuluje…

Dziecko które się nudzi… odrzucone, smutne, samotne. O małej wyobraźni i symbolicznych, niewielkich zainteresowaniach. Porzucone…
Nie tylko zabawki elektroniczne i gadżety, przedmioty powszechnego uwielbienia „rankujące” dziecko w hierarchii młodzieży (rówieśników). Dziecko czeka na coś innego. Na uwagę kogoś innego. Na miłość, zauważenie, na obecność człowieka.
Każdy przedmiot w pewnym momencie nudzi się, powszednieje. Zastępuje go inny.
Czy chcemy nauczyć takiego zastępowania osób???
Takiej uważności na człowieka, która odziera ze złudzeń. Przeliczania i otwierania portfela a nie serca. Sprawdzania stanu konta…

To człowiek dla człowieka winien być wartością i jego obecność, jego czas oraz uważne słuchanie, zrozumienie, akceptacja dla naszych skrajnie różnych stanów emocjonalnych. Nie głód wrażeń i przeżyć. Nie elektroniczna stymulacja grami i filmami. Papka. Słodka jak papaja – a nie, wytrawny, wysokiej klasy – dżem z dyni z domieszką goździków…

Mój mąż często powtarza, że powoli kończą się te czasy gdy przy jednym stole, na wyjeździe, na wakacjach czy na podwórku spotykają się dzieci i tych, którzy mają bardzo trudną sytuację materialną i ci „dziani” i zaradni, dzieci z innych, bogatych kast. Spotyka się i przyjaźni margines, wykluczeni – biedni – oraz osoby ze skrajnie innej rzeczywistości u których każdy wydatek jest akceptowalny, dobry, satysfakcjonujący…
Prawda walczy o swoje racje. Czas nas sprawdza…
Społeczeństwo zdaje swoisty egzamin z lojalności i prawdy swoich uczuć.
Egzamin z racji „na człowieka” a nie zabawkę. Nie na wrażenie i emocję, która tylko chwilę trwa i zniknie, nim rozpocznie się nowy, pogodny dzień.

Ostatnie momenty, gdy liczy się człowiek. Związki pomiędzy ludźmi. Ich trwałość, sprawdzalność. Wierność w przyjaźni, braterskość, oddanie…
  

#Zatrzymać czas

Zdarza nam się uporczywie zatrzymywać czas. Marzymy, by zatrzymać zegary. Zaprzeczać, że czas płynie, że my się zmieniamy. Boimy się tego, że ludzie odchodzą i ich tracimy. Lękamy się przemijania… życia i urody, oddalania się tego, co wydaje nam się jedynie potrzebne, cenne i wartościowe. I nie poddajemy się, walczymy o każdą sekundę, zmarszczkę, o włos i jego kolor. Opłakujemy upływ czasu, nie spędzamy tyle czasu z bliskimi ile u kosmetyczki, masażysty, na siłowni czy podczas innych zabiegów i ćwiczeń…

Nienawidzimy czasu, tykania zegara, ogłuszającego bicia dzwonów. Przypomina nam o upływie, o przemijaniu, oddalaniu nas od tego co dobre, w naszym pojęciu.

Nawet na chwilę nasze marzenia nie są pogodzone z tym co jest i jak jest. Zaprzeczamy sobie już tak często, że tylko nieliczni znają nas prawdziwymi, naturalnymi, z mimicznymi zmarszczkami uśmiechu, z gwiazdeczkami, pajęczynkami i promykami wokół oczu…

Nie dziękujemy za komplementy, twarz – wykrzywia grymas zwątpienia. Ot, ludzie… Złudzenia pragnący, porzucający też trudne tematy. Zamiast śmierć – mówimy odejście. Przemijanie. Że kogoś nie ma lub brak…
Nie godzimy się tak łatwo na koniec, bo na jaki. Wolimy, by badania genetyczne trwały i życie wciąż nam przedłużano – nawet w mniejszej dyspozycji. Walczymy, mamy nadzieję…

A może boimy się tylko tego, co z nami będzie potem??? I tego, że okażemy się zupełnie zbędni, niepotrzebni. Że inni nas tak samo zapomną. Bo taki jest świat i taka kolej rzeczy. I pytanie nam się ciśnie na usta – „Co będzie, gdy nas tu, blisko nie będzie”. Pewnie to co zwykle i tak jak zwykle, jak co dzień…     

Strefa buforowa

Warto szukać w sobie takiej odwagi i mocy, by przyjąć jeszcze więcej, z zapasem – tego co szykuje dla nas młody człowiek. Nie przygotujemy się na wszystko doświadczając czyjejś trudności, emocjonalnego cierpienia czy pustki, braku poczucia sensu życia.
Akomodujemy się jak oko, soczewka do sytuacji, miejsca, jego intensywności przeżyć. O ile tylko pozostawimy trochę przestrzeni na dowolność tego, co w czasie opieki psychologicznej nad nastolatkiem może się stać…

Czasem warto się oddalić od sytuacji, temu służy też superwizja by i ktoś inny spojrzał na problem i podpowiedział, gdzie gubimy istotę, gdzie zostaliśmy wciągnięci w kocioł, w pułapkę i nie obroniliśmy zdrowego osądu. Gdzie zaangażowaliśmy siły zbytnio i pewnie się „poparzymy”.

Oddalenie może zdziałać więcej dobrego niż upór i brnięcie w ślepy zaułek wewnętrznego przekonania. Ile razy okłamujemy się przekonując siebie, że mamy rację lub choć przeczucie o nieomylności działań. Wstydzimy się odpuścić, odejść, zdjąć przyłbicę. Oznaczałoby to w naszym poczuciu przykrą porażkę, nieprzyjemność związaną z oceną.

Dajmy sobie zapas, pewien bufor na dystans i na błędy. Wszak błądzić jest rzeczą ludzką, a my – nie mamy ani monopolu na prawdę i nieomylność ani takiej mocy sprawczej, by odnosić same sukcesy i w każdym szlifować diamenty. Ktoś jest agatem a inny malachitem – nie zmienimy przecież aż tak bardzo istoty człowieka. Zwłaszcza – wbrew niemu samemu.    

Milczenie to nie zawsze opór

Gdy prowadzę grupę a nawet osobiste spotkanie z młodym człowiekiem są trudności o które często się potykam i staram się je zrozumieć, jedna z nich to milczenie. Każdy psycholog powie, to nic takiego, trzeba przez nie przejść, odczytać i zrozumieć. Przede wszystkim wytrzymać i przeżyć je.
Milczenie…
W milczeniu, w ciszy też wiele się dzieje. Inny obraz, inny rys osoby. Ta trudność jaką ja przeżywam, jest i w milczącej osobie. Nie bierzmy sobie tak do serca, do siebie tego, że ktoś nie wypowiada słowa, że utkwił wzrok w pustce, w przestrzeni. Wycofał się tam, gdzie mu dobrze, bezpiecznie. Gdzie cicho i powoli tyka lub tylko czołga się czas.
On trwa w jakiejś stworzonej przez siebie, bezpiecznej psychologicznej próżni, bo czasem człowiek nie ma już słów, nic nie wymówi, nie wyjawi.
Tylko jest… Trwa.

Milczenie ratuje nas przed ryzykiem odsłonięcia, przed łzami, żalem jakiego nie znieślibyśmy…
Zrzucamy na chwilę ciężar, odbarczamy się. Trwamy, ale nie chcąc też przyjmować niczego z zewnątrz, niczego w zamian.
Bezpieczeństwo bez słów, bez ataku słów… Tak czasem można odczytać te sytuację. Ciekawe, że to psychologowi, osobie pomagającej jest z tym trudniej.
Jest poważnie, ciszę czasem można nawet kroić nożem, tak jest gęsta i napięta. Tak brzemienna. Soczysta.
Bo w środku człowieka, w jego przestrzeni właśnie coś się układa, właśnie układa się ktoś – do odpoczynku, do snu, lub powoli – budzi się do nowego, lepszego życia.

Wytrzymajmy te chwile, trudne i budzące nawet w nas napięcie. Nie zadawajmy pytań. Trwanie i towarzyszenie człowiekowi w jego trudności, w przeżywaniu,w  cierpieniu rozwojowym – także jest naszą ludzką powinnością „pomagacza”.

Łatwiej jest słowem zburzyć, zniszczyć intymność, niż ją zbudować…

Eko na talerzu… eko na stole

Czy wychowanie może być ekologiczne, nie tylko modne i na czasie, ale w pełnej równowadze i ze zdrowiem w tle??? W zgodzie z naturą i z jej towarzyszeniem???
Chętnie ciągniemy nasze dzieciaki w każdy zakątek świata, w upale i deszczu zwiedzamy cuda natury, dbamy – aby nie zostawiać w górach śmieci, odpadków i butelek po sobie, nie karmić lisów – no chyba tylko wiewiórki. Pochylamy się nad rzadkimi gatunkami, endemity obchodzimy bosą stopą z szacunkiem.
I jeszcze tylko to myślenie… 
Zostawić po sobie coś dla innych.

Do tego, trzeba by dodać – uczenie chodzenia z siatką czy płócienną torbą na zakupy – zamiast reklamówek, uczenie by zamykać kran gdy szorujemy z dbałością zęby, uczyć recyclingu i w szkole i w domu, i w przedszkolu już – z makulatury, plastiku a i innych zbiorów – jak szkło, da się zrobić użytek. To te produkty, które mogą posłużyć wiele razy.

Każdy eko-człowiek sprowadza filozofię do pokarmu… Jestem tym, co jem, do eko-produktów, ozrechów brazylijskich zamiast proszku – do innej jakości w żywieniu, głębszej filozofii.
A tu, u nas w domach… Czasem na talerzu warto zmienić kolory, proporcje, zaakcentować dany smak, walor i kolor – po prostu. Czy to jest z eko-farmy czy ze społeczności dzielącej się dobrymi i pewnymi wyrobami???
Od zaprzyjaźnionego rolnika czy babci i cioci… Czasem warto soki i warzywa oswoić z naszą pociechą.
Poza tym pokazać jak wyciskamy sok i robimy powidła, to nie grzech. Nawet jak uda nam się spalić przy tym garnek, nie tracimy nic na autorytecie, smaczniej jest zjeść pajdę chleba z własnym dżemem, gdy owoce zbieraliśmy u babci na działce sami. Wiemy co i dlaczego tak pachnie, smakuje…

Dzieci okrywają z nami smak zapachów i barw, zobaczą i skosztują też miejsca, które mamy szansę zachować i dla innych. Nie zapominajmy, że planeta robi się ciasna i że to my zarzucamy ją naszymi odpadkami i śmieciami. Wygląda i pachnie dzięki nam – nieciekawie.

Wbić się i pojechać wszędzie, to nasz cel i marzenie. Ale zaraz przyjdzie taki moment, że nie zostanie już nic zadeptanego, zepsutego, zniszczonego, zaznaczonego naszą ręką… Odciskając ślady, róbmy mniej szkody. Zwierzaki, będą nam bardzo wdzięczne jeśli ocalimy i ich i nasz świat, choć troszeczkę… 

Poczucie zawieszenia

Wyobraźmy sobie dziecko. Rodziców, którzy właśnie się rozstają. Pomiędzy nimi gniew i krzyk, codzienny prawie. I dziecko, rzucane w kolejne ramiona, przestające już odnajdywać bezpieczny port. Kłopoty w szkole, płacz w nocy. Strach przed sprawdzianem, odpowiedzią ale i rozmową z drugim człowiekiem. Milczenie, pułapki, poszukiwania, eksperymentowanie ze sobą. Niepewność, brak wiary i zaufania.
Sprawdziany lojalności, pytania o to, „kogo wolisz” i „kto jest lepszy”. Momenty bezradności…
Brak pociechy i oparcia.
Nie smutek już, ale „poczucie zawieszenia” bez oparcia. Beznadziejność i samotność.
Strach, że jutro może być jeszcze gorsze. Puste… Zimne, jak ciemna – czarna dziura.

Komiczne próby odzyskania równowagi w trakcie walki o uwagę i uśmiech. Potrzebę akceptacji za wszelką cenę… A potrzeba jest i rośnie. Czasem tylko kuleje, bo brak wiary jest silniejszym i podstępnym wrogiem.
Gdy dziecko nie wiąże już niczego z sukcesem działania stają się przypadkowe.
Trachhhh, i już…
A potem – skleja się jak wazon rozbity w okruchy. Skleja się – ale już w 2D, ubogi, płaski wzór.

I tak tworzymy młodego człowieka,  w ogóle czy jest możliwe w ten sposób danie „dobra” i szczęścia, zapewnienie godnych warunków wzrastania drugiej osobie???
Tragiczna sytuacja – sytuacja eksperymentu. Ból istnienia przewyższa wtedy każde małe, cząstkowe cierpienie, razy wymierzane przez bliskich.

I jeszcze te fantazje, że z dnia na dzień, może przyjść jeszcze gorsze. I zostać z nami do końca.