Muzułmańska fasada z cukru i waty

Islam to już nie religia, to tylko ideologia, wytarcie twarzy skrwawionej strzępami ludzkich ciał – ofiar…
Nie potrafię opisać swojego gniewu i rozczarowania tą monoteistyczną religią, tym przyzwoleniem na napaści na ofiary i bezkarność zabójców z których czyni się bohaterów. Puste słowa i okrutne czyny. Mahomet chyba im się w grobie przewraca a Allah, musi się mieć z pyszna przy takim podpisywaniu jego imieniem przemocy i zbrodni, usprawiedliwianiem całego zła czynionego przez ludzi bez serc i bez mózgów. To ma być religia??? To budzący żal i gniew fanatyzm… Pustka zastępująca brak pokory, brak braterstwa. To dziwny czas, gdy Jezusa, Jeshuę nazywają jednym z muzułmańskich proroków, a dla mnie – ten Jezus to wszystko, to cała miłość i znaczy moja wieczność, prawda jedyna i dobro… 
A on dla nich też „kimś”, a tak daleko im w sercu do człowieka, do wybaczenia. Ta religia bez kompromisów ani nie wybacza, ani nie zbliża, nie tuli nikogo do serca – swoich każde wyżynać i strzelać do nich, gnębi kobiety, nie szanuje wolności… rzuca nie na kolana – lecz na twarz, w proch na ziemię… Mój Jezus i mój Bóg, Król mojego życia, a Ich Allah to inne światy…
Chyba mamy inne niebo. Chyba ich jest przesłodzone, jak beza. Jak cukrowy lizak…
To ja raczej teraz, w grudniu, na moje czekam, na jego otwarcie się. I na tę nadzieję, jaką ze swoim narodzeniem niesie. Na cichość z jaką przychodzi i wielki hałas, głos wycia, płaczu – rozpaczy – gdy umierał, wszelkie znaki na niebie i ziemi z towarzyszeniem jakich przyszło mu odejść, i przygotować to niebo, tę wieczność dla każdego z nas.
A… Czy oni, ci niby – muzułmanie – wiedzą, że dla nich też są miejsca w jego zbawczym, planie??? Ciekawe, czy domyślają się – gdzie??? Na co i na jakie miejsce zasłużyli – czynami swymi i postawą oraz tym jak traktują człowieka, każdego na swej drodze… No dalej, pofantazjujcie.
I bójcie się, o siebie się bójcie…   NARESZCIE WY, SIĘ LĘKAJCIE…