Po burzy mojej…

Poprzecina jak szkłem, tęczą
okruchy w moich ranach drżą i brzęczą
drobiny ranią mnie boleśnie
umierać? nie… Zbyt wcześnie

Oddycham jeszcze, czuję wszystko
omiatam cicho pobojowisko…
wszystko co dziś się dzieje, działo wczoraj
wzrokiem ogarniam, tylko w sobie wołam

A czasem, tylko miauczę cicho,
bo ktoś miał dziś niezłe widowicho
mnie dopingując, albo inną
odległą, obcą, teraz zimną

Wygrałam, na jak długo – nie wiem
z pewnością dziś upadłym drzewem
jestem, i pożytku dziś ze mnie będzie tyle
ile mnie dotkniesz, i tylko – na jedną chwilę

znikam, zbyt wcześniej „nie” powiedziałam
chyba już wtedy lekko zanikałam

after stormy…, 16.09.2014 r.

Myślenie stereotypami…

Rosjanin pijak…
Egipcjanin, nachalny naciągacz…
Polak – leniwy i bez pomysłu, i jeszcze tylko narzeka…
Niemiec – uwielbia porządek…
Żyd liczy pieniądze i udziela lichwiarskich pożyczek w przerwie na grę na skrzypcach. Czy też – ktoś może jest oszczędny tak, jak Szkot… czytaj: sknera.

Myślimy i działamy, funkcjonujemy i porządkujemy świat najczęściej wykorzystując to, co niezbyt dokładne, pozornie tylko prawdziwe, a najczęściej krzywdzące.
Stereotypy.
W myśleniu, w naszym działaniu… w zachowaniu. Nawet gdy mówimy o rolach kobiecych i męskich, szkole, nauce – o wychowaniu dzieci. O naszej rzeczywistości, sąsiedzie, o świecie… ktoś-gdzieś-tam zaciera ręce, a tym samym my, oddalamy się od siebie i oddalamy się od prawdy…
Rzekłabym…
TRACIMY KONTAKT Z RZECZYWISTOŚCIĄ…
Ba, myśląc stereotypami – tworzymy własną „nierzeczywistość”.
Oddalamy się też od faktów, od prawdy.
Co gorsze, przestajemy się starać o zmianę, o poszukiwanie odpowiedzi, poznawanie prawdy. Dociekanie… Nie pracujemy też nad zmianą naszych forowanych ocen, zmianą dziwnych nawyków i przyzwyczajeń, ale też stajemy się mniej refleksyjni i elastyczni w spojrzeniu na drugiego człowieka. Nie jesteśmy go już tak ciekawi… Wszak „wiemy już wszystko”.

A może by tak „stanąć na ziemi własnymi nogami”, głęboko odetchnąć, nauczyć się chodzić na nowo i wreszcie – „nie oceniać”???
Nie pogrążać w nicości, niebycie – tak – na ślepo??? I siebie, i innych…
Nie skreślać, nie krzywdzić dostrzeganiem, wtedy już, tylko pozorów czy szukaniem potwierdzenia dla czynionych – zbyt prosto i szybko – fałszywych założeń????

Zachęcam, podejmijmy każdy we własnym imieniu ten wysiłek. Tę pracę…Spróbujmy wziąć się za bary ze stereotypowym myśleniem o ludziach, pracy, życiu. O szefie, blondynkach, księżach, o babie co przychodzi znów do lekarza, a lekarz – też baba…
No dalej, zróbmy to. Od dziś, od wczoraj – spróbujmy spojrzeć choć raz, na nowo przyjaznym okiem i wykazać się wrażliwością i zrozumieniem tak po prawdzie – należącymi się każdemu, każdej drugiej istocie.  

JABŁKO

Nagryzam jabłko
wiem, że mówisz – to wariactwo
ale nie ulegam modzie, że to owoce Putinowego odwetu,
nie pytam, czy jest to zemsta Tuska,
szukanie pestek, odsłanianie ogryzka

wgryzam się w miąższ, powoli zagłębiam,
ono mi skórkę oddaje i dalej… – a co ja jemu dam?
i pytam siebie, czy jabłko sobie tego życzy
bym okradała go z jego słodyczy

… na szczęście, to tylko chwilowa zaduma
tyle trwa moja jabłka konsuma
że tylko te myśli ślad mi zostawią nikły w głowie,
ja kolejną czerwień z koszyka wyłowię

a sok owocu, pocieknie po mojej dłoni
po koszulce w kolorze jakimś takim, bo i
jabłka lubią zostać na dłużej i znaczyć mi
ścieżkę słodką pomiędzy palcami

wszystkie kolory, zapachy, kleksy w torebce mam zaschnięte
bo mają swoje miejsca ulubione, także tam – zajęte
jabłka też mają swoje ulubione smaki
i kolory, a ten owocowy – właśnie mamy wspólny, taki…

pora na obiad, 9.09.2014 r.

Świat w skali mikro

Czasem budzimy się ze swoimi obawami.
Strachami i wątpliwosciami dnia codziennego.
Kiedy indziej, kładziemy się z nimi do łóżka – chodzimy z nimi, pijemy i spożywamy posiłki…
A jeśli nam nie towarzyszą cały czas, do wpadają znienacka, całkiem swojsko czując się w naszym towarzystwie.

Ze strachem lub obawą nie jest dobrze zaczynać dzień, a już niemożliwym staje się praca. Dobra praca…

Czasem łapię się na tym już po drodze, biegnąc do obowiązków… a czasem domykam tą myślą swój dzień. 

Wtedy też, patrzę na siebie w lustrze, i myślę – tak do siebie i do mojego odbicia: 
„ależ dziś dzień mnie domknął w budynku”, potem tęsknię za kimś i za czymś… kogo mi brakuje: „szkoda że cię tu nie ma, kochanie, mam ochotę się oprzeć na tobie… ponarzekać, powiedzieć co mnie boli i czego się boję ogromnie. A potem, spuścić głowę – gdy nadejdzie mój kobiecy wstyd… Na szczęście – ty jesteś zajęty i w podróży, lub w jednej ze swych dróg, a ja – po prostu i jak zwykle, nawet bez ciebie – muszę”. I choćbyś nawet na mlecznej drodze się błąkał… ja znów podepczę ziemię pod moimi stopami w drodze do domu, i do ciebie w drodze, trochę też…
:)