Czy konieczne jest nam lustro…

Popełniamy błędy. Czasem – całe mnóstwo.
Za wiele z nich jesteśmy oceniani, karani – piętnowani, czasem też… dość szybko.
Szybciej, niż się tego spodziewamy…
Potem wstyd, pokorna chęć zmiany kierunku naszego żeglowania… rehabilitacja i liczne do niej okazje…

Kiedy już wrócimy z naszego „dalekiego, pustego odludzia” a chcemy dalej żyć w wielkiej rodzinie zwanej społeczeństwem, koszmarnej czasem i obcej nam bardzo. Także tej, niegodnej uwagi ani też nadmiernego poważania, musimy się postarać wreszcie o to – by więcej nie popełniać tego, w co się zwykle lubimy mieszać. Iść tam, gdzie nas pełno… Bójmy się raczej, o powrót, o weryfikację…
Czy jestem nadal tym, kim oni chcieliby ( i ja chciałbym) być…

Codzienną i systematyczną kontrolę nad sobą, własnym postępowaniem i nad tym, co oraz jak robimy…
To, kim jesteśmy i co robimy – jest niezwykle ważne. Kto wie, jak to zrobić, zagląda w lustro często… wiele razy w ciągu dnia. Powoli zaczyna to być zwyczaj, tradycja, konieczność – a nie tylko – nawyk.
Spoglądając regularnie i pilnie w lustro – w swoje wnętrze, szybko znajdziemy dobry i właściwy punkt odniesienia, bo zajrzymy też lepiej „w siebie”…

Prawdziwych siebie, takich, jakich nie dostrzega nikt inny…

Mieć obronę – i siłę jednoczesną w sobie.
I nie bać się, że coś stracimy, że odpadniemy znów. Poddamy się, przegramy siebie na nowo… Lustro nie znosi fałszu, żadnych zafałszowań, krzywizn, odblasków… Ale warto pamiętać szczególnie o tym, że dla nas samych – warto najlepiej jak umiemy, poznać nawet to, co trudne… co kłopotliwe…
I to, co ciągnie się za nami przez znaczny kawałek życia…

 

Syndrom „towarzysza podróży”

To psychologiczne określenie na sytuację, gdy spotkanej osobie w drodze, w podróży – na krótki czas ufamy tak i otwieramy się przed nią – że poznaje nasze najskrytsze sekrety. Bolączki naszej duszy…

Wiele razy podróżowaliście pewnie, a na swojej drodze, na szlaku, w swoich podróżach i przejazdach – poznawaliście przelotnie towarzyszy drogi. Krótki czas jaki was połączył w przedziale pociągu, na szlaku, przy stoliku w barze np. na stacji czy w schronisku w górach – noc w namiocie tworzy dziwną więź.
Więź o nieproporcjonalnej sile. Jej dewizą nie była żadna trwałość, czy też siła… Ale perspektywa szybkiego i nieuchronnego rozstania, bez szansy na kontynuację znajomości. Spotkanie krótkie lecz czasem – niezwykle głębokie…
Głębokie – ze względu na poruszane tematy, omawiane sprawy…

Inaczej się po prostu rozmawia z osobą, której prawdopodobnie nigdy już nie spotkamy…
Z taką, z którą połączył nas przypadek, czas i miejsce. Te dziwne sprawy, domykanie ich, porządkowanie, tematy jakie poruszamy… Dziwne rzeczy mówi się człowiekowi, z jakim powiązała cię „skomplikowana nieuchronność”. Bywa, że mówimy o utraconych nadziejach, pragnieniach czy marzeniach, jakich już nie zrealizujemy – a tu, „samo się mówi”… Mówimy cicho o porzuceniu, o kobiecie, jaka nie wróci, o mężczyźnie, który był  i odszedł, zdradził lub znudził się takim życiem „z dnia na dzień”… Mówimy to, czego nie wypowiedzielibyśmy nigdy…
A czasem też o tym, że nie mamy dokąd iść, dokąd wracać. Że nie czeka na nas nic… i nikt, żadne nigdzie. Że zmierzamy „donikąd” lub chcemy tylko trochę – wrócić do domu… Bo nie znamy alternatywy. I o tym, że nie mamy innego wyjścia, czasu na zmianę… A także, że brakuje nam pieniędzy, szczęścia lub zdrowia. I nigdy do nas nie wróci, bo go tak naprawdę – nie posiadaliśmy.

Odległość światów, nieznajomość doświadczeń czy język jakiego używamy – nie ma znaczenia… Tylko to, że otwieramy się nagle, chcemy i mówimy… Spontanicznie puszczamy całą masę naszych tajemnic, pierwszy raz w ten sposób i bez oporu, bez lęku. Lęku o jutro, o konsekwencje…
Towarzysz podróży dziś tylko jest nam bliski.
Dziś – to już nie jest to samo jutro…

Jutro, będziemy w zupełnie innych rzeczywistościach – każdy w swojej i każdy – znów w jak najbardziej obcej rzeczywistości sobie samemu…  

Emocje na Arenie Kraków

Nasi nie wygrywają..
Można powiedzieć, że nawet przegrywają…
Może i – nie starają się – specjalnie??? Często sprzyja nam szczęście, czasem, pomagają sędziowie. Muszą… A my, jak zwykle rzutem na taśmę…
A tu, w Krakowie, nerwy jak na rybach.. Bułgarzy cisną, my, płaczemy prawie z wysiłku…

Czy należy się??? Nie należy się nic, pot i łzy… trzeba wielkiego hartu, wysiłku i pracy. Zespołowej, tej wyjątkowej synchronizacji w grupie sześciu, słuchających i kierujących się umiejętnościami, wolą walki, potrzebą sukcesu… słowami trenera.

Jeśli wygramy – zaskoczenie, gdy przegramy – to oni nas zaskoczyli…
Czekamy, gryziemy palce i skórki, emocje sięgają zenitu.
Wygrać, chce teraz każdy, ale na memoriale Huberta Wagnera – my, Polacy, w Krakowie, bardzo…    

Wpędzone w poczucie winy

Nadodpowiedzialność… Do grobowej deski kobiety w Posce i nie tylko obarczane są odpowiedzialnością za wszystko co złe i dobre w domu. jak w tym powiedzeniu, gdy dziecko przynosi chlubę rodzicom jest „nasze” ale jeśli muszę się za nie wstydzić, biec do szkoły czy na wezwanie na komisariat policji, odebrać go z kolonii, wyjazdu – to nieodrodny syn czy córka mamy… całe swoje krótkie życie tak się zapowiadał. Dokłada nam wtedy do wiwatu również dalsza rodzina, obca kobieta – teściowa i … jesteśmy już ugotowane..
Chętnie niesiemy tę „nadodpowiedzialność” za drugiego, prawie dorosłego człowieka…
Chętnie dajemy się zmanipulować, lub też bezradnie z tym godzimy. Nie jest trudno zaszczepić kobiecie poczucie winy – cały czas można powiedzieć niesiemy tę predyspozycję w sobie…
Ofiara… Winna…
Należało jej się…

Nie umiemy się odpowiedzialnością i ciężarem podzielić, za to, tak pięknie cierpimy w ciszy.
Przesadzam??? Może troszkę tylko…

Czasem zdarza się, że gorzko płaczemy, łykamy łzy…
Ale w samotności. Trzymamy publicznie gardę lub zaciskamy pięści i szczękę.

Czy to nasza wina, że ktoś łatwo pisze scenariusze??? Z pewnością nie, to tylko sposób na „usadzenie kobiety w miejscu” i zarzucenie jej, że nie potrzebnie szła do pracy a dom… wygląda jak nie powinien, przecież. W zasadzie zaś sama jest sobie winna.

Czy łatwo kobietę ujarzmić??? Chyba nie, jesteśmy przecież twarde i nieprzejednane. Wytrwałe, nie posiadając wiele do stracenia. Przynajmniej – takie – potrafimy być. Pozbawienie prawa do marzeń wiele kosztuje, pozbawia nas zbawiennych sił, nadziei, wiary… w zmianę i odmianę losu. A sprzedanie jej własnych obaw, okradzenie jej z ukrytych pragnień lub złudzeń, towarzyszy bezkarnie czasem do końca związku…
Jak się bronić przed tym???
Żyć w prawdzie, nawet bolesnej. To konieczność walki o siebie, o swoje, o ocalenie tych nielicznych chwil sukcesu, radości i prawa do szczęścia. I co ważne – nie bać się, wiele więcej nie możemy przecież stracić, a oddać coś bez walki, bez obrony, kosztowało nas będzie i to, że stracimy resztę – szacunek dla siebie i jakiekolwiek poczucie własnej wartości.  

Kuchnia poleca… przepis na koniec wakacji

Ostatnie dni wakacji…
Kurcze, jakie one znów krótkie, zbyt deszczowe, zimne… jak to w Polsce bywa…
I co teraz, jak wrócić do pracy, jak zakasać rękawy i kipieć energią, która sukcesywnie wypala się jak atomowy stos???
Ostatnie samotne, dotkliwie bezproduktywne i pełne lenistwa, obok łóżka nadal stos lektur do przeczytania. Uśpienie, czas, zwolnienie w pędzie…
Nadmiar stresu i pracy to także obżarstwa momenty, zajadanie smutku i paniki i… to także trudne chwile autentycznego zawieszenia.
A teraz – żadnej ucieczki. Wolności „od” i „do”…
Chyba że ucieczka w siebie…

Mam prawo do niej, jak i ty, i jeszcze ktoś. Po ciężkim i tak, choć krótkim roku, należało mi się…

Czy warto je spędzić w swojej własnej i nieporanionej, niezbrukanej jeszcze samotni…

Na chybotliwej łajbie naszych marzeń – ładując akumulatory naszych generalnych rezerw, tęskniąc za słońcem i… jeszcze, a może przede wszystkim – doświadczając tego uczucia. Przez tę chwilę, ten moment jestem panem swojego czasu, mam udział w spełnieniu siebie… mam swój kawałek nieba.
Może nawet – zdobywam okruch kosmosu…

Political fiction

Na naszej scenie politycznej, ale też aktualnie na arenach w USA czy Rosji uprawiana jest wygodna społeczna gra. Taka specyficzna propaganda… Propaganda sukcesu, tragedia pomyłek, ludzki los specyficznie oceniany i widziany jak na arenie sportowych rywalizacji i doznań…
Każdy kocha akcję, krew, bulwersujące okrucieństwo i agresję… byle na odległość. Byle gdzieś daleko od „domu”…

Siedzimy w fotelu, bezpiecznie – z herbatą i książką w ręku.

A zwykła cudaczna opowieść w odbiorniku TV???
Co to jest, co znaczy dla nas… Czy to zagranie którejś ze stron konfliktu obliczone na sukces, czy rozpaczliwe wołanie o reakcję, o pomoc, o działanie lub głos… Czy to pozór??? Czy taktyka polityczna… Jakaś tandeta, przekłamanie, wyolbrzymienie – krzywe zwierciadło rzeczywistości…

Polityka, chora i obliczona na efekt…
Jakbyśmy współuczestniczyli w animowaniu rzeczywistości. Malowali sceny, ale nie chcieli w nich grać żadnej roli. Kicz, wypełnione kiczem wiadomości i rzekome – fakty… Ujęcia, tragedie, grymasy na twarzach, paniczny lęk, strach o bliskich. Sprzedajemy cudzą tragedię i rzeczywistość, znajdując na to i wytłumaczenie i niezły rynek. Uzasadniając potrzebę egzystowania dziennikarzy, reporterów, jak – fachowców od efektów specjalnych…

Tani, ale jakże autentycznie ociekający potem i krwią – film klasy B. Nie – to prawdziwe życie, prawdziwych ludzi. Byle tylko „innych”, obcych nam i nieznajomych. Obcych nam kulturą, obyczajem, odległych emocjonalnie, i… tak dziwnie – bezosobowych…

Całe życie można uprawiać fikcję

Trudno przekonać innych do swoich racji… Niektórzy poprzestają przez część życia na uzasadnianiu swoich wyborów, działań i popełnianych błędów… jedynie przed sobą…
Oczyszczają atmosferę, usypiają wątpliwości  i znajdują „niezłe” usprawiedliwienia dla wyskoków pociechy. Można taki sport uprawiać prawie całe życie.
Nawet – uzależnić się od tego stylu życia…

Znam matki zaprzeczające prawdzie o swoich dzieciach, o ich działaniach – używki, zachowania ryzykowne, kontakty, przyjaźnie – nie wnikają w to głęboko. Pomijają milczeniem, zadowolone z każdej deklaracji. Słyszą tylko to, czego pragną… Otwierają się na to tylko, co przynosi spokój serca…
Poprzestają na zapewnieniach.

Znam ojców, którzy twierdzą że znaleźli czy odzyskali kontakt z dzieckiem, spędzają z nimi czas – zwykle – za niewielki pieniądz. Te chwile ich uspokajają, gaszą też niepokój sumienia. Niepokój racjonalny, specyficzny, obcy ich znajomym i kolegom z pracy. Dzięki temu mają o kim i o czym opowiadać, kim pochwalić się – pomijają istotne szczegóły w swoich opowieściach, wstydzą się sami siebie, wstydzą się, ze osoba z którą są, przebywają to zupełnie inny człowiek. Ale kogo to w zasadzie obchodzi.
Kogo interesuje prawda, zwłaszcza, gdy jest tak niepopularna…
Nieudana… Gdy tak boli???
  
Pozbyć się odpowiedzialności i współodpowiedzialności za porażkę, nieuchronną choć oddalaną – odraczaną skutecznie…
Nie warto szukać i dociekać z nimi obiektywnej prawdy.
„Obiektywne” dla nich (już) nie istnieje…

Tęsknię cicho za tobą

Niebo jest pełne niepamięci
to mnie zawsze w nim kręci
obojętne, oddalone – w nocy tonie
gdy ja – utęsknione wyciągam dłonie

czasem – wieszczy mój koniec, i koniec swej drogi
ciemny, deszczowy, nie tak ubogi
rozsypany tysiącem iskier
zapalony uczuciem naszych serc

oddaleni od siebie, każde stąpa po niebie
ty za oceanem, lub poza szczytami gór
ja tu, blisko, odzywam się spod chmur
stęskniona, skurczona w mojej potrzebie

patrzysz zdziwiony, ostrożny jak wilk,
znałeś mnie przez klika tylko chwil
a ja? pragnę tego, czego już nie powinnam, nie mogę

byś znów tu prawdziwie, namacalnie był
moim życiem i brakiem tego życia, znów żył
nie dał się złemu, oddał – i odrzucił złą prawdę o sobie

Wielka Polana, 9.08.2014

Obrazek sentymentalny

Podnieść rękę odrobinę
Czemu robisz smutną minę
Wiesz, że taką dziewczynę
Namaluję lub zginę,

Dokładnie – taką, jak ty…

Oczy swoje zmruż na chwilę
I wytrzymać bez ziewania
Zdecyduj się, może – bądź motylem
Łatwym do namalowania

Żadna kreska, kropka, linia
Twoich krzywizn już nie trzyma

Już nie mam nadziei,
żadnych złudzeń i wiary – do pary,
Doprowadzić do końca,
choć w kawałku ten obraz
Pozwól…

Pomóż, dam ci dalej niewinną, być

Wielka Polana, 7.08.2014

Piosenka dla deszczu

Przez szarość przedzieram się jak przez tłum
Chce mnie zatrzymać, ja się nie daję
To taka nasza trudna zabawa
Zawsze szarości okoniem staję

Trudniej jest, gdy pomiędzy nas wsunie się promień
Ten codzienny, nieco garbaty, nieśmiały, cichy
Sam nie wie w co się miesza… durny
Myśli, że siły starczy mu, a przecież zawsze taki lichy.

Pomagam mu jak mogę, chociaż nie chcę wcale
Niech go trafi szlag
Czy nie wie, że stracony, że tak czy tak,
Ta łajza, zdradzi mnie, i umknie dalej

Zawsze mi robi to i, choć wierzę w moje modły,
Że dłużej wreszcie dziś zostanie
To on, już goni, nie ma czasu – podły
I zawsze wrobi mnie w naiwne, moje czekanie

Wielka Polana, 7.08.2014