CISZA WE MNIE

Sama nie wiem dlaczego,
nie wiem dla Kogo.  Jestem.

Głośno krzyczę
wychodzę na ulicę
choć jak Zacheusz,  mała jestem.  Jestem.

Krucha i za plecami wielu
nie widzę Go, nie dostrzegam, że to Droga… do celu.

Inni też krzyczą, hałas, tłum, zapach potu, kurz
uniesienie, poplątanie, myśli mi uciekają,
znaki na Ziemi, znaki na Niebie…
Boję się.  Jestem. 

Tylko ja je widzę, jestem sama?
Inni ich nie dostrzegają, ani mnie, ani niczego w świecie – tylko siebie

22.11.2013

Zamieszanie wokół „głębokiej pracy z problemem” – elementary story

Jak dotykamy kogoś – ich/jego problemów, to boli… Może boleć. Musi… Nie ma przeproś.
Jak z zębem… Głębiej, i głębiej i kolejny ruch wiertła szybkoobrotowego, głęboko jak do miazgi nie da się praktycznie – bez bólu i bez otworzenia kruchego czy bolesnego miejsca.
Boli i teraz, może boleć i potem, bo „zalepieniu” i „w trakcie leczenia” zmiany, kanału czy innej przypadłości… Czy i jak cierpieć. Czy można nie cierpieć. Wreszcie – czy „da się”, można – mniej cierpieć.

Bardzo boli zwykle wtedy, gdy zmiana jest duża – jest ryzyko.
„Ale jest ryzyko, jest zabawa”, jak mówi mój znajomy. Ciekawe czy gdzieś ta zabawa czy zabawność – może gra się kryje, czy dlatego ma prawo być lżej pracować z problemem, szukać w sobie jego rozwiązań. Rozważać je z pacjentem czy klientem, zarażać i dmuchać w żarzący się płomień z delikatnością i uczuciem… ze wsparciem, ciepłem, ale i wsparciem – wskazaniem: Teraz ty, ty działasz, to w twoich rękach… teraz ćwiczysz i uczysz się, przy mnie – oswajasz z tematem, potem będzie ci dzięki temu – lepiej i lżej, sprawniej „szło”. Później – gdy będziesz, i pozostaniesz z sytuacją oraz problemem sam na sam…

Albo jest ryzyko, i lepiej – aby było, bo i motywacja się pojawia lub wzmacnia. Albo też – ryzyko klęski i towarzyszące mocne wsparcie bliskiej, oddanej sprawie lub naszemu podopiecznemu, innej osoby.
…. i jest lub może nastąpić wtedy – rozwiązanie problemu… (sytuacja idealna) lub musimy wrócić do początku – ….. i znów akapit pierwszy…. borujemy, ciągle i dalej zgłębiamy problem z „zębami mądrości”.

Cenzurowane – „siłaczka” czyli „polska burza” wokół pracy u podstaw

Dotykanie innych i dotykanie problemów innych.
Dwie różne sprawy???
A może tylko obszary, które łączy jedno jądro???

Można pracować w tym fachu – na tym miejscu, stanowisku – dla pieniędzy (hmmm, wątpliwe), zniżki godzin (pozorne…), satysfakcji (iście krnąbrne, i beztroskie myślenie, żart). No i …. czasem bliskie ryzyka obciążenia granicznego – samobójczej myśli… 

Psycholog, do brzmi dumnie. 
Jak powiedział klasyk: BRZMI DUMNIE. NAJLEPIEJ W TRUMNIE… Brzmi w pustce, w samotni i głuszy, w pudle jakim (ona/on) jest… 
Symbolicznie, i dosłownie, bo tam w zamknięciu, pułapce końca – w zamknięciu, jest tylko człowiek i pustka, ciut powietrza i wizja końca, od zewnątrz, dla publiczności. A nad??? Całe niebo. Bezkres chmur i przestrzeni, cały świat jaki pozostawiamy.

Tak mi w sercu czasem gra. Błękit, ten błękit mnie zachęca by brnąć dalej…

Jesteśmy tak w tej pracy zatraceni, w takim stopniu i w taki sposób jej oddani, że nic, nic nie jest w stanie przechylić naszej uwagi w stronę domu, dzieci, problemów osobistych czy ze zdrowiem, których jak każdy, stajemy się ofiarą. Czy mądrzy, czy głupi, czy starzy czy młodzi… gubimy się, łudzimy się, ale – punktujemy. 
Pracujemy. Jeszcze więcej. Jeszcze ciężej. Awansujemy i uczymy się nadal – lub zarabiamy. 
Spadamy w dół, potem. 
Tracimy… tracimy siebie, zatracamy się totalnie w zadaniach i ich ilości. Dla kogoś – znaczy to: marnujemy czas, zdrowie, siebie i jesteśmy leniwi. Dla mnie – to moje życie.

Życie, które zyskujemy.

Tracimy i zyskujemy.