Najważniejsze są nogi

W czasie postoju nie tak ważne są luksusy, kawa z dużym cukrem czy uzupełnianie płynów, zaspokojenie głodu. 
Trzeba raczej dać odpocząć stopom, czasem też sprawnie, zdecydowanie opatrzyć poważne uszkodzenia stóp. Dzień się kończy a człowiek dochodząc do miejsca postojowego marzy o kąpieli, misce wody by zanurzyć stopy lub nogi do kolan. 
Po drodze, gdy przemierza się hiszpańską Galicję – wykorzystuje się nawet źródła i potoki. Przynoszą ulgę. Wierzcie mi.
Delikatność i dbałość o stopy gwarantują dojście do celu. Tu nie opłacają się półśrodki, czasem trzeba zasypki, antybiotyku czy odkażenia rany. Plastrów, zabezpieczenia lub troski by nie pogłębić groźnych zmian. By kolejny dzień nie był ostatnim dniem drogi. 
Czasem jest się samemu w tej sytuacji, czasem zaś pomaga się drugiej osobie – warto też móc liczyć zawsze na kogoś, bliskiego lub życzliwego. Bywa, że dostaje się tę pomoc od zupełnie nieznanych sobie osób. 
I to jest niezwykłe. 
Bardzo, baaaardzo miłe.  

Lepszy sport niż polityka

Nie da się słuchać polityki, tej codziennej, głośnej.
Rozpasanej i pełniej przywilejów.
Nie wyjątkowej ale robionej po to, by rozrzutność i bezkarność pokazać.
Uciekać się chce, może na inne kanały telewizyjne, może też radiowe oraz słuchać czegoś… ambitniejszego, delikatnego – mniej inwazyjnego.
Nie jest to łatwe, sieczka kiczu jest codzienna i intensywna. Totalna, zasypywanie zaś człowieka – mocne i wytrwałe oraz bez końca.
Na bok delikatność i wrażliwość innych. To jest poza zainteresowaniami mediów.
Dlatego wolę wieczorem lub gdzieś na wypadzie poza miastem pozostać z książką w dłoni, bez indoktrynacji. Delikatnie naznaczana marzeniami i wyobraźnią podczas czytania, ale nie – bolesną i pompowaną wciąż sztucznie rzeczywistością.

  

Kamienie

Jest taki symbol podejmowanej drogi do Composteli. Kamień. 
Ostra krawędź tnąca stopę. 
W podróży przez nieznaną i trudną ziemię, symbol bólu w pokonywaniu własnej słabości i zdobywania szlifów.
Kamienie bierze się w dłoń i kieszeń wychodząc już na Camino z rodzinnych stron. Zabiera się je także w imieniu innych. Dla innych, dla bliskich – chcąc nieść im ulgę, niosąc ich modlitwę. Z myślą by zanieść je najdalej – ofiarować i pozostawić. Najpierw podejmując trud ich niesienia w bagażu… doświadczeń, wspomnień i we własnym plecaku.
Bez tego ciężaru ofiary i myśli o nich, nie byłoby kompletnie nic. Camino byłoby niepełne. Lekkie i dobre jak manna. A ono musi nieść i gorycz – trudu, brzemienia, krwi.
Aby pamiętać i rany, i zaleczone blizny. Chwałę zwycięstw nad słabością i gorycz porażek oraz upadków człowieka.
Wtedy Camino uskrzydla, niesie i przemienia człowieka w prawdziwszego człowieka- mimo kamieni wypełniających mu kieszenie spodni oraz plecaka, pozostawianych z modlitwą na kolejnych kilometrach drogi.      

O czytaniu przez młodzież

Przyszło mi ostatnio zapytać moją córkę „Co odpowiesz na pytanie nauczyciela… Jaką książkę ostatnio przeczytałaś??? Czym się pochwalisz???”. Ja wiem, ruch – sport. Spotkało mnie zimne, mordercze spojrzenie pierworodnej… palec wskazujący uczynił gest „mamo skieruj się tam, skąd przybywasz” oraz padło suche: „Czy nie mam nic ciekawszego do roboty, a jedynie czepiać się…”.
Zmusić??? Nie zmusisz, groźba. Nic.  
Czepiać się. Powątpiewam.
Drążyć. Może brak zamiłowania, no przyjemności z tego dziecko nie czerpie, czy co. Może też nudna ta cała współczesna literatura młodzieżowa…
Jedno co mi zostaje to cierpliwie czekać, mieć nadzieję, że „dziecko zaskoczy”. Ale czy przy lekturze… zrelaksuje się i zregeneruje siły… ot pozostanie jeszcze tajemnicą.